czwartek, 13 kwietnia 2017

after what?

dziś, a właściwie tego dnia, kiedy to piszę, mija dokładnie cztery lata od niżej udostępnionego postu.
jedno wielkie WOW przesuwa mi się po głowie i nie bardzo wiem co o tym wszystkim myśleć.
halo, to w końcu cztery pieprzone lata.


cztery lata, a ja czasem mam wrażenie, że stoję sobie trochę w tym samym miejscu.
obracam się wśród tych samych twarzy, tych samych sytuacji i wiecznie jednakowych problemów.


pytanie: jak to?
przecież skończyłem szkołę,
miałem swój gap year za granicą,
poznałem nową kulturę i 'ugryzłem' nowy język,
poznałem ludzi z różnych zakątków świata,
poszedłem do pierwszej, co prawda małej, ale własnej pracy,
nauczyłem się trochę bardziej z dystansem podchodzić do siebie,
podjąłem studia w mieście, w którym nigdy nie chciałem wylądować
i co najdziwniejsze ciągle i ciągle szukam tego sensu, tej nutki, tej nici,
która mogłaby stać się łącznikiem między tym co czuję, co robię i co chcę robić.


czy były to zmarnowane 4 lata?
pozostaje na to tylko jedna odpowiedź, a brzmi ona "tak i nie".
bowiem wszystko zależy od tego, jakie podejście sobie wybiorę.


i tak zakochałem się w pozytywnym życiu, pełnym energii, działania, bycia kimś, bycia miłym i dobrym człowiekiem, robienia dobrych uczynków, by po chwili zrozumieć wielką bezsensowność tego wszystkiego, gdy stało się narzuconą domeną dzisiejszego świata.


pokochałem motyw "nie znasz się, nie komentuj", by po sekundzie móc znów żałośnie oceniać siebie i innych na podstawie własnych niespełnionych dążeń i "zacofanego myślenia".


polubiłem próby emocjonalnego przywiązywania się do człowieka, by za chwilkę odwrócić się od niego bez słowa i wrócić do stanu "zimnej dzikości".


zauroczyłem się życiem "w skorupie", żeby dwa dni później błagać świat o tą pieprzoną uwagę, która jest dziś wyznacznikiem życia i bycia.


nauczyłem się rozumieć otaczający mnie świat, by po tygodniu przekonać się, że nigdy go tak naprawdę nie zrozumiem.


zrozumiałem, że warto mieć cel i dążyć do niego, cieszyć się tym, by w chwili braku motywacji i zwątpienia odpuścić sobie wszystko i osiąść na następne miesiące.


ogarnąłem, że jeśli sam się za siebie nie wezmę to nikt inny tego nie zrobi, by niedługo potem dojść do wniosku, że opinia społeczna jest często warta więcej niż ukochane McFlurry.


hmm, może rzeczywiście te 4 lata nie poszły jednak na marne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz